Klinika Biały Kamień 3 Warszawa

Skąd czerpać siłę, gdy diagnozą jest rak

Z psychoonkologiem MONIKĄ KOWAL rozmawia Aleksandra Biernacka-Szymaniak

 

„Mam raka, nie wiem, czy przeżyję, na co mi teraz jakiś psycholog?!” – taka reakcja chorego pewnie często zdarza się w pracy lekarzy Pani specjalności. Jak przekonać osobę chorą na nowotwór, że pomoc psychologiczna ma jednak sens? I kto powinien przekonywać?

Nie ma prawdopodobnie uniwersalnych sposobów czy osób do tego jedynie odpowiednich. Owszem, najbliżsi – osoby, które dobrze znają chorego – mogą dotrzeć do niego najlepiej. Choć to nie musi być regułą. Czasem “głos” bliskiego się nie przebija. Jeśli dotychczas ludzie w rodzinie sobie ufali, jeśli mąż zwykle otwarcie komunikował się z żoną i odwrotnie, to szansa jest większa. Jeśli nazywali jasno to, co się w nich dzieje, swoje uczucia, obawy, i – co ważne – słyszeli się wzajemnie, tym większa szansa, że osoba chora rozważy propozycję, radę czy prośbę bliskiego – współmałżonka, córki, syna czy brata, i podejmie własną decyzję o konsultacji z psychologiem.

Są jednak tacy chorzy, do których nawet bliscy nie potrafią dotrzeć.

 Tak, zdarza się, że w momencie szoku po otrzymaniu diagnozy osoba chorująca izoluje się, zamyka ze swoimi myślami, wyobrażeniami przyszłości. I zbyt silnie uszczelnia się w jakimś przekonaniu, często nieracjonalnym, np. “To już koniec”,” Przerzuty to wyrok”, “Psycholog nie zabierze choroby”. Doświadcza wtedy tylko lęku, smutku, złości i coraz większej utraty nadziei. Na tym etapie potrzeba wsparcia emocjonalnego, by osiągnąć większy dystans i uruchomić nadzieję, jest najistotniejsza. Trudno wówczas forsować  informacje o profesjonalnej pomocy psychologicznej. Jednak nawet przypadkowa rozmowa z życzliwym sąsiadem może być bodźcem do zmiany w myśleniu i może zainicjować nowe działania. Ważne więc, by nie odcinać chorego od potencjalnych źródeł wsparcia, od kontaktów, od ludzi. Bardzo istotną osobą w takiej sytuacji może być lekarz; zaufanie do lekarzy jest zdecydowanie większe niż do psychologów. Jeśli lekarz zarekomenduje pomoc psychologa, może dać impuls do pozytywnej  decyzji. Wiarygodne są też osoby, które same przeszły przez chorobę i leczenie. Mają konkretne doświadczenia, “wypróbowały psychologa i nawet pomogło”. Takie osoby mogą być bardzo pomocne.

 

Na co szczególnie zwracać uwagę, gdy rozmawiamy z chorym opornym na pomoc psychologiczną?

Pacjenci często sami głośno przyznają, że “wszystko siedzi w głowie”, że “ważne, by się nie załamać”. Warto wtedy podejmować ten wątek, pytać, co mają na myśli, jak rozumieją to, że choroba jest w głowie. I korzystając z okazji, odsyłać do współpracy z psychologiem, który zajmuje się właśnie „tym, co siedzi w głowie”. Zauważono, że działanie układu odpornościowego, tak ważnego w walce z chorobą, jest sprzężone z funkcjonowaniem naszej psychiki. To tzw. psychoimmunologia; z pewnością wiele osób o niej słyszało,  np. w mediach. Jest to więc dobry punkt zaczepienia do rozmowy z osobą chorą o skorzystaniu z pomocy specjalisty.

Czy rodzina chorego może próbować trochę „na siłę” uraczyć go pomocą psychologiczną? Bez pytania o zgodę zaprosić specjalistę, przyprowadzić do łóżka: „zobacz, tato, to pani psycholog, porozmawia z tobą troszeczkę..”

 Można proponować, ale nie wymuszać. Decyzja o zgłoszeniu się do psychologa powinna być decyzją  dobrowolną, własną decyzją pacjenta. Choroba często spada na człowieka jak grom z nieba. Nie ma czasu ani możliwości zastanawiać się, wybierać, decydować o czasie, w którym podda się leczeniu, czy o metodzie i przebiegu całego procesu. Pacjent stoi w obliczu całego, niestety często bezdusznego systemu opieki zdrowotnej. Postrzega tę sytuację jako przymusową, bez wyjścia, czuje się jak pionek w grze. W związku z tym własna decyzja i świadoma zgoda na rozmowę z psychologiem może mieć dla niego znaczenie w kontekście własnej podmiotowości. Czasem to jedyna szansa, kiedy pacjent pierwszy raz od dłuższego czasu może czegoś odmówić lub o czymś zdecydować.

 

Niektórzy pacjenci, na pewno częściej mężczyźni, odrzucają pomoc, bo uznają to za objaw słabości…

To, czy traktujemy to jako objaw słabości, czy siły, zależy od naszych przekonań. Zależy od tego, w którą “prawdę” w ciągu życia uwierzyliśmy, za jakie zachowania byliśmy nagradzani, a za jakie krytykowani. Część z nas uważa, że sami powinniśmy umieć sobie radzić w życiu, że nie można prosić o pomoc innych, nie można mówić za dużo o sobie innym, nie można obciążać innych swoimi problemami. Są to przekonania często powielane jako przekaz, wzorzec rodzinny. Mają one swoje konsekwencje, gdyż odcinamy się wtedy od potencjalnych źródeł wsparcia. Przyjrzyjmy się takiemu przykładowi: dwie studentki w depresji, jedna podejmuje terapię, a druga tego nie robi i nadal ma objawy choroby. Która działa bardziej adekwatnie? Zgodzimy się chyba, że ta, która szuka pomocy, poszukuje rozwiązania sytuacji. I może to jest właśnie przejaw siły? Trudno zgodzić się z przekonaniem: jeśli zgłoszę się po pomoc, dam dowód słabości. Warto je zweryfikować i zamienić na bardziej przystosowawcze: jeśli poproszę o pomoc, kiedy będzie mi potrzebna, to dam dowód umiejętności rozwiązywania problemów, a to jest oznaką siły. Jak chcemy zmienić fryzurę, idziemy do fryzjera, jak coś stuka w naszym samochodzie, jedziemy do warsztatu, jak coś nas boli, idziemy do lekarza. A jak doświadczamy zmiany w samopoczuciu, dominują trudne emocje, wpływa to na nasze funkcjonowanie i zatrzymuje w życiu – kierujmy się do psychologa.

W jaki sposób psychoonkolog pracuje z chorym na raka?

Chorujący często chce chronić bliskich przed przytłaczającym cierpieniem, jakie w sobie nosi, więc milczy, wycofuje się, boi się to ujawnić. W związku z tym pozostaje sam ze swoim bólem emocjonalnym, egzystencjalnym. Pogrąża się w niezdrowych myślach, rozważa różne scenariusze. Ucieka w tak zwane magiczne myślenie, ma “złe przeczucia”. Nie weryfikując tego, nie rozmawiając, nie dzieląc się tymi treściami z nikim, naraża się na cierpienie psychiczne. Współpraca z psychologiem może przede wszystkim dać pacjentowi dostęp do tego, co przeżywa. Może on te emocje w sobie zlokalizować, nazwać, odreagować. W czasie pracy analizujemy, wobec czego pacjent jest rzeczywiście bezsilny, a na co może mieć realny wpływ. Przyglądamy się wspólnie, jakie treści stoją za obawami: czego dokładnie się boję? co wyobrażam sobie, że może się stać, wydarzyć? Czy w tych wyobrażeniach nie ma zniekształceń, nadinterpretacji słów lekarza, fałszywych wniosków, czy po prostu wiedzy nie opartej na faktach? Pacjent często żyje już w przyszłości, robi wiele założeń, np. “Na pewno będzie ciężko”, “Będzie źle”, “Będzie bolało”, “Nie dam sobie rady”. One ograniczają jego radzenie sobie tu i teraz. Wraz z pacjentem analizujemy więc to, czym dysponuje, jak radził sobie do tej pory w sytuacjach kryzysowych. Co postrzega jako swój mocny punkt, z której czerpie siłę. Zasobem może być własny spokój, dystans, jak i więzi rodzinne czy też religia, a ściślej wiara.

 

Cierpienie łatwiej znosić, gdy nadaje mu się – jak w katolicyzmie – szczególny sens o wymiarze religijnym?

Obecnie coraz więcej mówi się o dziedzinie zajmującej się duchowością w zdrowieniu. Tylko człowiek jest w stanie znaleźć sens w cierpieniu, w doświadczaniu życia trudnym. I wbrew logice żyć w pełni. Niektórzy doświadczają tzw. wzrostu post-traumatycznego w chorobie. Przyczynia się on do ich rozwoju osobistego i zmiany perspektywy postrzegania sensu istnienia.

Chory na raka często bardzo źle się czuje i nie ma siły ani ochoty na rozmowy z kimkolwiek, nie mówiąc już o dłuższych spotkaniach z psychologiem. Jak postępować z takim pacjentem, co robić, by złagodzić jego psychiczne cierpienie?

Zwyczajnie pytać go o to, jak możemy mu pomóc, czy coś możemy dla niego zrobić. Obserwować jego reakcje. Jeżeli chory odpowie, że niczego nie potrzebuje, trzeba to uszanować, nie narzucać swojej pomocy. Bywa, że ta pomoc konfrontuje chorego z jego niemocą, z tym, że on już nie może czegoś sam zrobić. Więc już samo przyjęcie pomocy jest bardzo dla niego trudne. Powoduje złość, smutek, żal. Tym niemniej warto na bieżąco sprawdzać, czy chory nie zmienił zdania co do wsparcia. Może dziś akurat właśnie poczuł potrzebę rozmowy? Wsparciem może być po prostu siedzenie przy chorym, towarzyszenie mu. Pamiętam taką sytuację z oddziału szpitalnego: chora była bardzo cierpiąca, niespokojna, jej parametry takie jak tętno, ciśnienie krwi, oddech – podwyższone i ciągle zmienne. Uspokajały się jednak zawsze, gdy przychodził mąż i głaskał ją po ręku. Już sama obecność drugiego człowieka, kogoś bliskiego, kto emanuje spokojem, łagodnością, miłością czy po prostu troską, może być ogromnie pomocna. Czasem wśród bliskich, w rodzinie dostrzegamy wielką potrzebę zrobienia czegoś dla chorego. Ludzie chcą w wymierny sposób pomóc:  odwiedzają chorego, gotują dla niego, czytają mu, szykują udogodnienia, organizują się do różnych zadań. O ile osoba chora nie protestuje, to jest właściwe, jednak bądźmy uważni. Róbmy to nie dla siebie – bo chcemy być ważni, potrzebni – tylko dla chorego. Nie straćmy go sprzed oczu. Czasem chory lubi domowy gwar, rozmowy i kuchenne odgłosy, to go uspokaja, jakby przepełnia życiem. Nie chce, by uciszać dzieci, wypraszać znajomych, wyłączać domowe sprzęty. Ale czasem jest wręcz odwrotnie. Starajmy się to uszanować.

 

Jak zachęcałaby Pani chorego, by skorzystał z Pani pomocy?

Powiedziałabym: warto po prostu dać sobie szansę i spróbować. Przecież ryzyko nie jest duże. Sami ocenimy, czy tego właśnie potrzebujemy i czy działa to dla nas z korzyścią. Choroba to moment trudny, niełatwy obiektywnie dla każdego. By w tej sytuacji być bardziej świadomym, czuć się podmiotem w tym procesie, warto się wspomóc. Może odwagi doda fakt, że psychologowie to nie osoby, które czyhają na czyjeś problemy i żądne tajemnic wnikają w ukryte miejsca naszej duszy. To najczęściej ludzie, którzy nieprzypadkowo wybrali ten zawód: każdy dobry skutek pracy, każdy sukces terapeutyczny jest dla nas podwójnym sukcesem. Gdy uda mi się pomóc pacjentowi w uzmysłowieniu, że choroba nie definiuje go w całości, że JA nie równa się CHOROBA, odczuwam ogromną radość. Dochodzimy do tego że warto żyć i wychodzić życiu naprzeciw tak w zdrowiu, jak i w trakcie choroby; życie przecież wówczas nie ustaje. Być może szansą na wyjście życiu naprzeciw jest też między innymi współpraca z psychologiem. Brzmi to na pewno zuchwale i nierzeczywiście dla kogoś, kto cierpi, a każdy dzień odczuwa jako udrękę. Jednak jeśli znajdzie się choćby jeden powód, dla którego warto nie odwracać się od życia, szukajmy go! Psycholog wraz z pacjentem tworzą wspólny front, sojusz, który łączy ich w realizowaniu danego celu w procesie leczenia.

—-

Jeśli potrzebujesz konsultacji u doświadczonego specjalisty psychoonkologa, zarezerwuj czas na wizytę w Klinice Biały Kamień. Zadzwoń do nas na numer (+48) 504 627 805 lub napisz na adres: biuro@klinikabialykamien.pl

Ta strona używa plików cookies dla poprawy wrażeń użytkownika. Zakładamy, że to akceptujesz, ale jeśli nie, możesz to zmienić. Akceptuję Czytaj więcej